WYWIAD Z PRZEMYSŁAWEM PINCZAKIEM

Twórca Wydziału do spraw popieprzonych, konkursowego scenariusza na Serial w Sieci, opowiedział nam o swojej dotychczasowej karierze, inspiracjach i trudnościach, jakie towarzyszą życiu młodych twórców.

Poniżej prezentujemy fragment wywiadu z Przemysławem Pinczakiem. Pełen tekst ukaże się w majowym numerze naszego pisma.

Podobno masz już doświadczenie w pisaniu scenariuszy. Mógłbyś opowiedzieć nam trochę o swoim dorobku?

Trudno nazwać to doświadczeniem, a jeszcze trudniej dorobkiem, dotychczas nie odniosłem żadnego sukcesu na tym polu, a poświęcam się temu już od prawie dwóch lat. Wszystko chyba zaczęło się wtedy, kiedy miałem siedemnaście lat i trafiłem do środowiska graczy RPG i oczywiście zostałem Mistrzem Gry, więc już moje pierwsze scenariusze były bardzo interaktywne. Fantastyczne światy pochłaniały mnie całkowicie i potrzeba nieustannego udoskonalania moich sesji, wymuszała na mnie ciągłe poszukiwania inspiracji w filmie i literaturze. Zaczynałem od pierwszej edycji Warhammera, następnie był Wampir Maskarada i w końcu odnalazłem swój ukochany system – Neuroshimę. Na studiach jakoś się to urwało i musiałem gdzieś skierować, rosnąca wciąż potrzebę konstruowania fabuł. Scenariusze, dramaty i opowiadania nadawały się do tego najlepiej, jednak wszystko, co napisałem przed ukończeniem studiów, oddzielam grubą kreską. Liczą się więc dla mnie chyba tylko ostatnie dwa lata, na które składa się: kilka scenariuszy krótkometrażowych, dwa nigdy niezrealizowane scenariusze pełnometrażowe, parę mniejszych opowiadań, kilka noweli filmowych, wierszy i cała masa rozpoczętych i nieukończonych pomysłów. Będzie tego zaledwie albo aż 300 stron.

Leżąca na podłodze noga, do której pasuje odnaleziony w kontenerze but. Wygląda jak „trochę inna” historia o kopciuszku. Skąd taki pomysł?

Ciekawa interpretacja! Muszę jednak zdradzić, że w scenariuszu but do końca nie pasuje do nogi. Noga jest prawa a but lewy, co dodatkowo komplikuje sprawę. Punkt wyjścia to była zabawa z konwencją kryminału, gdzie na początku zawsze znajduje się jakieś ciało, gdzie policjanci zawsze palą papierosy. Pomyślałem sobie, że te papierosy mogłyby być elektroniczne, a zamiast ciała, mógłbym wprowadzić tylko „oderwaną od kontekstu”, część tego ciała. Padło na nogę. Może dlatego, aby w widzach narodziły się pytania rodzaju: jeśli ofiara przeżyła, to jak uciekła bez nogi! Gdyby to była ręka, to takich pytań by chyba nie było…

W zeszłym roku założyłeś pi-art-studio. Czy mógłbyś nam coś opowiedzieć o tym projekcie? Czy pod jego szyldem zrealizowałeś już jakiś projekt?

Kiedy po ukończeniu studiów humanistycznych siedzi się przez rok cały na bezrobociu, stukając z wielkimi nadziejami i zaangażowaniem w klawiaturę, wtedy urząd pracy nieustannie aż pożąda regularnych spotkań z tobą. W końcu pojawia się pomysł: dofinansowanie na prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej i tak to się zaczyna. Pi-art studio działa od września zeszłego roku, bez większych sukcesów. Przez jesień miałem rozgrzewkę w lokalnej telewizji Relax, później przyszła zima i wielki brak zleceń, więc usiadłem znów z pewną radością do pisania. Teraz mamy wiosnę, którą planuję w końcu rozpocząć jakimiś realizacjami. Mam pomysły na dwa dokumenty i jedną krótkometrażówkę. Mam także cichą nadzieję, że po tym wszystkim pojawią się wreszcie jacyś klienci i wreszcie zacznę wychodzić na plus. Oczywiście marzeniem moim, które gdzieś tam tkwi i do którego zrealizowania wciąż dążę, są fabuły, ale nim to się ziści, coś jeść trzeba.

Pytanie może banalne, ale nie mogę powstrzymać się od jego zadania w dobie powszechnego przeświadczenia o bezwartościowości studiów humanistycznych. Studiowałeś filologię polską w zakresie filmoznawstwa, telewizji i kultury medialnej. Czy doświadczenie wyniesione z tych studiów pomogło Ci w napisaniu konkursowego scenariusza? Jeśli tak, w jakim stopniu?

Studia humanistyczne to coś wspaniałego! Przez pięć lat masz tak dużo czasu, na przeczytanie niesamowitej ilości, genialnych książek i na obejrzenie całej masy, równie wyśmienitych, filmów! W najlepszym momencie studiowania, oglądałem jeden film dziennie i czytałem około 1000 stron tygodniowo, i to obowiązkowo! Ktoś mógłby powiedzieć: cóż za wspaniałe marnowanie potencjału młodzieży na, wydawać by się mogło, nikomu niepotrzebną literaturę i sztukę! Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu będę miał szansę chociażby zbliżyć się do takiego wyniku, po prostu brakuje mi na to czasu! Z tej perspektywy studia humanistyczne są doskonałą bazą do dalszych działań i tylko od danej osoby zależy, jak mocno z tego źródła wtedy czerpała i co z tą „bezwartościową” wiedzą teraz zrobi. Jednak doświadczenie wyniesione ze studiów nie pomaga w samym pisaniu, tutaj potrzeba ciężkiej pracy i samozaparcia, potrzeba pisać, pisać i jeszcze raz pisać. W dodatku nic tak nie uczy pisania, jak bezwzględna analiza tekstu, który się napisało rok wcześniej. Im więcej błędów widzisz i im mniej podoba ci się to, co napisałeś jakiś czas temu, tym większy postęp zrobiłeś przez ten czas. Nabijanie się ze swoich starych tekstów i ich krytyczna analiza, to chyba najlepsza szkoła pisania.

Masz może jakieś rady dla początkujących scenarzystów i pisarzy?

Czysto praktyczne? Krótka gimnastyka co 30 minut, mięśnie brzuszka, który od siedzenia przy biurku rośnie – nie można o tym zapominać, w sumie bóle krzyża nie pozwalają nam o tym zapomnieć. A tak na poważnie, to ciężka praca i nieustanne pisanie. Możesz napisać kilkaset stron i dopiero po dwóch latach, ktoś zauważy twój 15 stronicowy tekst. Tak to niestety wygląda. Polecam także bardzo krytycznie podchodzić do swoich tekstów. Dla mnie, jeśli na poprawki nie poświęciłem dwa razy tyle czasu, co na samo napisanie tekstu, to znaczy, że nie jest on gotów na pokazanie go komukolwiek. Warto więc opanować entuzjazm, który zwykle pojawia się po ukończeniu tak zwanej „pierwszej wersji”. Bardzo dobrze jest także stworzyć duet pisarski. W tym miejscu chciałbym pozdrowić mojego przyjaciela – Roberta Lewińskiego, z którym wspólnie prowadzimy literackiego bloga – Nostra Plagiarism. Dwóch pisarzy patrzących sobie na ręce, czasem wspólnie piszących i wciąż wzajemnie się poprawiających, to przyśpieszony rozwój własnego warsztatu. Wielu ludzi nie powie ci bezpośrednio, że gdzieś coś schrzaniłeś. Zrobi to dopiero ktoś, komu wcześniej podobnie wytykałeś błędy i tylko dzięki temu, będziesz miał szansę to poprawić.

Czy chciałbyś coś dodać?

Chciałbym Was zachęcić do oddania głosu na mój projekt w konkursie na interaktywny serial w sieci! To ten o najdłuższym tytule, chociaż wolałbym, abyście go wybrali z zupełnie innego powodu!

Przemysław Pinczak, rocznik 1985, absolwent Uniwersytetu Adama Mickiewicza, wydziału filologii polskiej w zakresie filmoznawstwa, telewizji i kultury medialnej. Uparty debiutant. Kosmita z planety ziemia.

______________________________________________________

Zostało niewiele czasu do ogłoszenia ostatecznych wyników konkursu na najlepszy pomysł i scenariusz interaktywnego Serialu w sieci. Łeb w łeb idą Jakub Smorawski, autor Drużyny Audio-Video (44% wszystkich głosów), i Przemysław Pinczak, twórca Wydziału do spraw popieprzonych (43% wszystkich głosów).
Procentowy udział głosów zgodny z wynikami podawanymi przez organizatorów o godz. 22:27.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.