66 DO PIEKŁA

Świat wygrzebujący się spod zgliszcz nuklearnej zagłady jest tyleż atrakcyjny literacko, co nieatrakcyjny turystycznie. Niemałe ryzyko wiąże się również z sięganiem po gry paragrafowe zawarte w dawnych wydaniach dawnych czasopism. Nie takie akty odwagi demonstrował już jednak Masz Wybór w służbie naszych Czytelników! Oto przed Państwem 66 do piekła.

Portal nr 10, kwiecień 2001 w estetycznej okładce skrywa mnogość recenzji, felietonów i scenariuszy zdobnych ilustracjami zasłużonych dla polskiego RPG rysowników, a do tego dwie dodatkowe gazetki. Wszystko za przytłaczającą cenę piętnastu złotych. Tym silniejszy śmiech przez łzy wyemitować można natrafiwszy w trakcie lektury na apele o wierniejsze wsparcie finansowe wątłego rynku gier fabularnych.

Necropunk: Nuclear Dawn, wydany ostatecznie w 2003 roku jako Neuroshima i w tej postaci znany z pewnością wielu naszym Czytelnikom, miał jeszcze przed sobą znaczącą ewolucję. Jacek Komuda i jego Studio Sarmatia zostali odsunięci od projektu, usunięto też całość ich wkładu. Interaktywna zapowiedź systemu umożliwia zatem wgląd w jego nieopublikowaną nigdy wersję – na ile różną od ostatecznej i interesującą dla wielbiciela Neuro, ocenić mi trudno, bo z wersją „kanoniczną” kontakt miałem znikomy.

Niedługi, acz treściwy wstęp informuje nas, jakie to mutanty, cyborgi i inne gangi motocyklistów czyhają na życie niewinnego gracza w świecie spustoszonych nuklearną wojną USA. Niezgorsza liczba 162 paragrafów umożliwiła autorowi wplecienie powyższych zagrożeń w ciekawy rys fabularny. Niestety, z możliwości tej nie skorzystał.

W grze podróżujemy przez pustkowia z tajemniczą przesyłką, której dostarczenie nastąpić ma w ciągu dalszym – obarczonym żywotnym mankamentem, że nigdy się nie ukazał (i zapewne nigdy nie powstał). Temat fabuły wyczerpałem. Resztę stanowią wymyślane jakby na poczekaniu sceny eksploracji, pościgów i strzelanin. Sceny, niestety, nader drętwe – decyzje w dużej mierze zmuszeni jesteśmy podejmować na chybił-trafił, bo o tym, która ścieżka pozwoli nam uniknąć zgonu, dowiedzieć możemy się jedynie już po fakcie (mamy nawet klasyczne „lewo – śmierć, prawo – życie”). Całość sprawia wrażenie napisanej naprędce, jakby na kolanie.

Pośpiechem promieniuje też warstwa warsztatowa. Jacek Komuda, jak wiem z lektury innych jego tekstów, choćby recenzowanego u nas Pogranicza, ma dobre pióro i przyjemny gawędziarski ton, tutaj jednak ewidentnie zabrakło solidnej czy wręcz jakiejkolwiek korekty. Oprócz piętrzących się błędów językowych, w jednym miejscu możemy ujrzeć… skierowaną do redakcji prośbę o narysowanie ilustracji.

Jak głosi ludowa mądrość, każdy ma swojego Dzierżyńskiego. Jeśli Twym, drogi czytelniku, jest podzielana przez niżej podpisanego lubość do paragrafowej archeologii, niebaczna nadmiernie na wartość estetyczną nabywanych dzieł, oto masz moje pozwolenie na zakup 66 do piekła, którego nigdy nie potrzebowałeś. W innym wypadku kupno odradzam, równie zbędnie, bo dokonać go przypadkowo raczej nie sposób. 66 do piekła nie jest grą beznadziejną. Dobrą też nie.

Michał Leon Ślużyński

Ocena: 5+/10
Tytuł: 66 do piekła
Autor: Jacek Komuda
Opublikowano w: magazynie Portal nr 10 (kwiecień 2001)
Wydawnictwo: Wydawnictwo PORTAL
Rok wydania: 2001
Do nabycia: na internetowych aukcjach lub w antykwariatach handlujących czasopismami

Możliwość komentowania jest wyłączona.