BYĆ KOBIETĄ W ŚWIECIE GAMEBOOKÓW

Niniejszy artykuł pierwotnie ukazał się w kwietniu 2012 roku w siódmym numerze magazynu Masz Wybór.

Nie da się nie zauważyć, że środowisko gier książkowych, zarówno wśród twórców, jak i odbiorców, zdominowane jest przez mężczyzn. W związku z owym faktem, w redakcji Masz Wybór, już jakiś czas temu narodziło się pytanie: jak zainteresować kobiety gamebookami? Odpowiedź wydaje się prosta i oczywista: pisać paragrafówki dla kobiet. Racja. Ale tu zaczynają się schody…

carnival-411494_960_720Aby w ogóle mówić o paragrafówkach dla kobiet, należałoby najpierw zdefiniować kobietę, a ta jak powszechnie wiadomo jest zjawiskiem z natury niedefiniowalnym. Nie da się bowiem określić stworzenia, które raz coś lubi, raz nie lubi, ma zdanie takie, za chwilę inne, a przez pół życia jest na diecie, którą wspomaga czekoladą. Nie da się. A co za tym idzie, ustalenie potrzeb takiego indywiduum (a tych ma mnóstwo) wymaga czasu i cierpliwości. Na szczęście nie muszę skupiać się na całokształcie kobiety, ograniczę się zatem do aspektu, który interesuje nas najbardziej, czyli potrzeby literackie owego stworzenia (pomijam tu gatunki niereformowalne ograniczające się do „lektury” popularnych portali i czasopism plotkarskich).

Czego zatem pragnie kobieta? Przede wszystkim – czy się do tego przyznaje, czy nie – uczucia, uczucia i jeszcze trochę uczucia. Prawdziwego lub fikcyjnego. Pełnego porywów serca, kwiatków, czekoladek, romantycznych spacerów w blasku księżyca i trzymania się za rączki. Z różnym natężeniem w zależności od jednostki, ale zawsze.

I chyba to właśnie jest główny powód słabej popularności gier książkowych wśród płci tak zwanej pięknej. Pozycji zaspokajających, choćby po części, potrzebę romantycznych uniesień… praktycznie nie ma. Zwłaszcza na rynku rodzimym. Wprawdzie autorzy podejmowali próby nasycenia swoich tworów uczuciami, powiedzmy, wyższymi, ale niekoniecznie wyszło to tak jak wyjśc powinno, choćby Pokuta Beniamina Tytusa Muszyńskiego, która z założenia miała być książką nasyconą emocjami (i w sumie jest nasycona emocjami, jednakże zgoła odmiennymi od oczekiwanych). Nie twierdzę, że nie przypadnie ona do gustu żadnej kobiecie, podejrzewam wręcz, iż już zyskała sobie grono fanek, nie jest to jednak lektura na tyle lekka i przyjemna, by trafiała do szerszej grupy czytelniczek.

Oczywiście pisząc o nasyceniu utworów uczuciami nie mam na myśli wyłącznie romansów rodem z Harlequina. Czasami wystarczy poboczny wątek, jakiś podtekst, może nawet jedna „romantyczna” ścieżka fabularna, gdy główny bohater rezygnuje z ratowania świata na rzecz spędzenia reszty życia z poznaną podczas misji ukochaną. Autorzy mają tu naprawdę szerokie pole do popisu.

Kolejnym aspektem wartym uwzlędnienia w tzw. paragrafówkach dla kobiet jest życie codzienne. Temat z pozoru nudny i pozbawiony polotu, po głębszym przemyśleniu może okazać się kluczem do sukcesu. Bo przecież nie zawsze trzeba ratować świat, gdy często zwykłe przetrwanie od pierwszego do pierwszego staje się misją niemal niewykonalną. Zwyczajne dylematy w zwyczajnym otoczeniu są przeciętnemu człowiekowi zdecydowanie bliższe niż próba przejęcia władzy nad światem przez sługusów jakichś plugawych przedwiecznych bóstw w epoce przypominającej średnioweicze.

Ten patent wykorzystała Ilona Einwohlt, autorka książki Słuchaj swego serca. Nie jest to może typowy gamebook, gdyż nie wcielamy się tu bezpośrednio w główną postać, jednak kierujemy jej losami jako obserwatorzy, a więc mamy wpływ na rozwój sytuacji. Bohaterką jest dziewczynka imieniem Paula, która ze względu na chorobę matki musi zamieszkać w internacie. Zupełnie nowe miejsce, zupełnie nowi, nie zawsze sympatyczni, ludzie, rozłąka z przyjaciółką – to problemy, z którymi musi zmierzyć się Paula. Problemy, które dotykają nie tylko nastolatki (bo głównie do tych skierowana jest książka), ale i ludzi dorosłych – no, może oprócz konieczności mieszkania w internacie.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: mąż wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu godziwego zarobku, żona zostaje sama z dwójką dzieci. Musi radzić sobie nie tylko z wychowaniem pociech, prowadzeniem domu, ale też z tęsknotą za małżonkiem, niepewnością (a co, jeśli gdzieś tam w świecie znalazł sobie inną?), ale też niejednokrotnie pokusami, gdy na horyzoncie pojawia się dobrze sytuowany młodzian. Słuchać serca czy rozumu? Jak pocieszyć dzieci, pragnące zobaczyć tatusia teraz, zaraz, już? Co zrobić, gdy teściowa zaczyna być chodzącą wiedźmą? Podobnych pytań można wymyślić mnóstwo, scenariusze pisze samo życie, dlaczego więc nie skorzystać z nich przy tworzeniu gry?

Kobiety zdecydowanie częściej identyfikują się z przedstawicielkami własnej płci, łatwiej współczują, rozumieją, kochają i nienawidzą, zatem dobrym pomysłem jest stworzenie wyraźnej głównej postaci kobiecej. Nie musi to być od razu matka Polka, kobiety są na tyle różnorodne, że wystarczy rozejrzeć się w swoim otoczeniu, by wybrać odpowiedni wzorzec. Femme fatale, łamiąca męskie serca, nieśmiała szara myszka niknąca w tłumie, sympatyczna pani z monopolowego, znająca wszystkich osiedlowych miłośników niekniecznie przednich trunków. A może pójść dalej i stworzyć kobietę-heroinę? Bo dlaczego to zawsze mężczyźni muszą ratować świat przed zagładą? Może elficką księżniczkę póbującą uciec z niewoli orków?

Można na przykład postawić dziewczynę na wózku w obliczu nagłego ataku zombiaków, jak zrobił to wspomniany już wcześniej Beniamin Muszyński w miniaturce Incydent. Albo prowadzić miłośniczkę okultyzmu przez mroczne zakamarki jej własnych fascynacji, jak w Ręce Pana Pawła „Aesandilla” Bogdaszewskiego.

Nie można też zapominać o kobietach mojego pokroju, lubujących się w roztrzaskiwaniu czaszek orkom, ghoulom, czy innemu paskudztwu, latających we wszystkie strony flakach i ogólnym rozlewie krwi. Ale akurat w tej kwestii wybór jest na tyle duży, że nie będę wnikać w szczegóły.

Jak zatem widać, możliwości wprowadzenia kobiecego pierwiastka do „męskiego” świata gier książkowych jest mnóstwo. I tylko od twórców gamebooków zależy czy i jak owe możliwości wykorzystają. A gra jest warta świeczki – w końcu kobieta to silny i wymagający odbiorca, którego zdobycie może wprowadzić paragrafy w zupełnie nowy rozdział. Szkoda byłoby tę szansę zaprzepaścić.

Justyna Anna M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *