RZEŹBIARZE PIERŚCIENI

Niniejszy artykuł pierwotnie ukazał się we wrześniu 2011 roku w piątym numerze magazynu Masz Wybór.

DOMINIUM SOLARNE: Poznaj najwspanialsze uniwersum w historii polskiego science fiction – głosi blurb na okładce Głowobójców. Nieskromne słowa, jednakże cyklowi autorstwa Tomasza Kołodziejczaka rzeczywiście należy się spore uznanie. Składają się na niego dwie powieści, w tym jedna uhonorowana nagrodą im. Janusza Zajdla, dwa zbiory opowiadań, a także… Zacznijmy jednak od początku.

http://www.publio.pl/files/product/big/de/a9/a6/57864-glowobojcy-tomasz-kolodziejczak-1.jpg

Wszystko zaczęło się w roku 1995, kiedy to wydawnictwo S.R., znane fanom gier paragrafowych m. in. z Wewnętrznego Zła Tomasza Kreczmara i Andrzeja Miszkurki, wydało zbiór opowiadań Kołodziejczaka zatytułowany Wrócę do Ciebie kacie. Zawierał on dziesięć opowiadań, w tym trzy umiejscowione we wspomnianym uniwersum. W tym samym roku w magazynie Magia i Miecz ukazał się kilkunastostronicowy tekst autorstwa Tomasza Kołodziejczaka i Jacka Brzezińskiego, opisujący podstawy systemu RPG Strefa Śmierci, łączącego postapokaliptyczne realia z elementami space opery. Kolejne numery pisma przynosiły rozszerzenia świata i mechaniki. Ostatecznie system zyskał sobie sporą rzeszę wielbicieli. T. Kołodziejczak poszedł za ciosem, czego efektem była gra paragrafowa Rzeźbiarze Pierścieni, wydana przez S.R. w roku – zależnie od źródła – 1995 albo 1996, w której autor skorzystał ze świata i uproszczonej mechaniki Strefy Śmierci.

Później pojawiły się jeszcze dwie powieści – Kolory Sztandarów i Schwytany w światła. Rzeźbiarze nie doczekali się wznowienia, przez co jedynym sposobem ich zdobycia było buszowanie w antykwariatach bądź monitorowanie portali aukcyjnych. Sytuacja zmieniła się 8 lipca tego roku, kiedy to nakładem Fabryki Słów ukazała się antologia Głowobójcy, zawierająca pierwszy od piętnastu lat przedruk gry oraz sześć opowiadań z uniwersum Dominium Solarnego. Wznowienia dawnych paragrafówek są bardzo rzadkie, czym prędzej popędziłem więc do najbliższego Empiku, śmiejąc się w duchu z delikwentów, którzy kupowali oryginalne kopie za kosmiczne kwoty.

Choć książkę kupiłem z myślą o Rzeźbiarzach Pierścieni, nie da się ukryć, że Głowobójcy to głównie zbiór opowiadań. I to bardzo dobrych – czy to w tytułowych, kryminalnych Głowobójcach, czy krótkim, lecz klimatycznym Nocnym Koncercie widać ciekawe pomysły i świetny styl. Skoro już to zaznaczyliśmy, możemy przejść do głównej części programu, czyli recenzji paragrafówki.

Bohaterem gry jest rozbitek, który po latach dryfowania w przestrzeni w stanie hibernacji zostaje uratowany przez tytułowych Rzeźbiarzy Pierścieni. Na początku gry czytelnikowi zostaje losowo przyznana jedna z dziewięciu tożsamości – każda o innej historii, nie wpływającej na grę, i statystykach – jak najbardziej wpływających na grę. Postaci opisują trzy cechy – Ciało, decydujące o kondycji oraz koordynacji ruchowej, Umysł, określający szeroko pojętą sprawność umysłową oraz Ego, od którego zależna jest umiejętność współpracy z sieciami komputerowymi, przejmowania kontroli nad cybernetycznymi urządzeniami itd. Umiejętności możemy ulepszyć, rozdzielając między nie dodatkowe punkty. Testy przeprowadza się rzucając kością dziesięciościenną, lub – jak proponuje autor – otwierając książkę na losowej stronie (na zmianę lewej i prawej) i sprawdzając cyfrę jedności. Ten genialny w swojej prostocie mechanizm pozwala zaoszczędzić dużo czasu, który musielibyśmy poświęcić na rzucanie kośćmi bądź zabawę z tabelą liczb losowych. Brak tu obecnego w wielu grach systemu walki, ale dzięki temu rozgrywka jest szybka, a ciągłe testy nie wytrącają z rytmu opowieści. Pod względem mechaniki Rzeźbiarze Pierścieni prezentują się według mnie rewelacyjnie.

Kiedy uzupełnimy kartę postaci, możemy ponownie zagłębić się w historię. Naszym głównym celem jest odzyskanie wolności. Nasi gospodarze, zakon tworzący rzeźby w pierścieniach planetarnych, wypuszcza nas tylko pod warunkiem wykonania niebezpiecznej misji. Musimy mianowicie sprawdzić, co stało się w jednej z placówek zakonu, od pewnego czasu nie dającej znaku życia. Chcąc nie chcąc, wyruszamy więc w drogę do bazy Transkolos.

W celu rozwiązania zagadki, gracz może swobodnie eksplorować opustoszałą bazę. Jest tylko jeden haczyk – ograniczony zapas tlenu. Często musimy decydować, czy warto odwiedzić dane miejsce albo ile czasu poświęcić na przeszukanie pomieszczenia. Zbytnia opieszałość i nieprzemyślane decyzje mogą doprowadzić do śmierci przez uduszenie. Całe szczęście baza nie jest zbyt wielka i natrafienie na właściwy trop nie powinno nikomu zająć wiele czasu. Grę można więc ukończyć bardzo szybko, niemniej fakt ten wynagradza kilka alternatywnych zakończeń oraz możliwość zagrania inną postacią i innego rozdzielenia punktów cech.

Gamebooka czyta się bardzo przyjemnie. Duża w tym zasługa wciągającej historii oraz warsztatu autora. Jedynym elementem, do którego mogę się przyczepić, jest umieszczenie gry w środku zbioru – będąc skierowanym do jednego z pierwszych paragrafów, odruchowo przenosiłem się na pierwsze strony książki. Nie pomógł też fakt, że równocześnie grałem w Wodnego Pająka, który miał strony ponumerowane według paragrafów – w Głowobójcach mamy tradycyjną, książkową numerację stron, rzadką dla gamebooków. Są to jednak drobne niedogodności, będące wynikiem przyzwyczajenia ze strony czytelnika.

Czy warto kupić Głowobójców? Zważywszy, że Rzeźbiarze Pierścieni przez lata byli niemal niedostępni – brać i się nie zastanawiać! Tym bardziej, że zbiór oferuje nie tylko legendarną grę paragrafową, ale i kilka naprawdę dobrych opowiadań.

Michał Leon Ślużyński

Ocena: 8/10
Tytuł: Głowobójcy
Autor: Tomasz Kołodziejczak
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *