WYWIAD Z WOJCIECHEM KOWALCZYKIEM

Wojciech Kowalczyk, rocznik 2000, autor gry książkowej „Pompeja”.

IMG_20160709_095740O sobie:
Od małego interesują mnie gry, nie tylko jeżeli chodzi o granie w nie, ale także ich wpływ na kulturę, sposoby narracji i mechaniki w nich stosowane. Książki czytam od jakiejś połowy szkoły podstawowej – pierwszą „poważniejszą” książkę przeczytałem w piątej klasie, a była to saga o wiedźminie, i do dziś nie sięgam po książki dla młodzieży. Słucham metalu, hard rocka, czasem popu, a kiedy coś piszę – muzyki robiącej najlepszy klimat w czasie pracy. Wielką Wojną pasjonuję się stosunkowo od niedawna – z zapałem neofity staram się działać na rzecz przypomnienia i upamiętnienia tamtych zapomnianych w naszym kraju wydarzeń (i zapał ten raczej nie zgaśnie). Od maja jestem członkiem Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Żelazny Orzeł”, rekonstruującej 225 Pułk Rezerwowy Armii Cesarstwa Niemieckiego, biorący udział w bitwie pod Łodzią. Obecnie pracuję nad nowymi projektami osadzonymi w realiach Wielkiej Wojny.

Skąd wzięła się Twoja pasja historyczna? I dlaczego to właśnie Wielka Wojna szczególnie zwróciła Twoją uwagę?
Szczerze mówiąc, nigdy nie interesowała mnie historia w szkolnej formie. Wielka Wojna to szczególny wyjątek. Wszystko zaczęło się tak naprawdę w połowie zeszłego roku, choć przyczyniła się do tego dużo wcześniejsza rzecz, a mianowicie spotkanie w łódzkim empiku z panem Michałem Gołkowskim. Było to kilka dni po premierze książki „Stalowe Szczury: Błoto”. Na spotkanie poszedłem, ponieważ jestem fanem gry „S.T.A.L.K.E.R.” i czytałem „Ołowiany świt”, którego pan Gołkowski jest autorem (bardzo mi się podobał). Jak to jest na premierach – kupiłem „Stalowe Szczury”. Czytać zacząłem, ale przerwałem przez szkołę. Powróciłem do nich po kilku miesiącach… I już nie wyszedłem. Alternatywna historia Wielkiej Wojny wciągnęła mnie tak bardzo, że sięgnąłem po książki historyczne – i wtedy odkryłem, jakie te cztery lata były znaczące dla ludzkości, a jednocześnie ciekawe – pełne opowieści, męstwa, ale również śmierci, okrucieństwa i horroru wojny. Wojna w okopach to coś szczególnego i w pewnym sensie unikalnego, a już na pewno w postaci z lat 1914-1918.

W jakich okolicznościach zetknąłeś się z grami książkowymi?
Gry książkowe wyszły w pewnym sensie z zainteresowania grami fabularnymi. Kiedy opowiadałem o nich rodzicom (byłem wtedy w szkole podstawowej) moja mama przypomniała sobie, że mój wujek interesował się kiedyś czymś takim. W piwnicy znaleźliśmy tę książeczkę – tyle że nie był to podręcznik RPG a jedna z książek z serii „Wehikuł Czasu”. Okazało się to w sumie lepszym rozwiązaniem, ponieważ rzadko miałem z kim grać w RPG.

Od razu po odkryciu tego gatunku literackiego pomyślałeś o napisaniu własnej gry, czy minęło więcej czasu, zanim uznałeś, że jesteś gotowy?
Nie, wtedy byłem jeszcze za mały. Pisałem opowiadania i chciałem wydać grę, ale nie zbliżało się to nigdy do gry paragrafowej. Pierwszy raz pomyślałem o tym poważniej, kiedy nie miałem pomysłu na opowiadanie zadane na języku polskim, i napisałem krótką paragrafówkę. Wtedy wpadłem na pomysł napisania gry książkowej. Swoją drogą, za tę „szkolną” dostałem szóstkę.

Masz swoje ulubione tytuły, do których szczególnie lubisz wracać?
Kilka razy grałem w „Zaginionego”, poza tym niespecjalnie – serie takie jak „Wojownik Autostrady” czy „Samotny Wilk” są fajne („Wojownik Autostrady” szczególnie wpisuje się w moje „klimaty”), ale posiadają tylko jedno zakończenie, więc nie zachęca to do ponownego grania.

„Pompeja” to tytuł, który nie przywodzi na myśl Pierwszej Wojny Światowej. Możesz przybliżyć genezę jego powstania?
Tu muszę zacząć od pomysłu na osadzenie fabuły w okopowym bunkrze. Bardzo podobała mi się scena z książki i filmu „Na zachodzie bez zmian”. Jest tam ukazane zachowanie żołnierzy podczas ostrzału. Uznałem, że warte jest to rozwinięcia. Zacząłem szukać więc informacji, zdjęć i artykułów o ostrzałach i schronach. Natknąłem się na dwóch stronach (Dailymail i Telegraph) na artykuły o „Pierwszowojennych Pompejach” – odkryciu schronu, w którym żołnierze zostali zasypani i odnalezieni w pozach, jakie przyjęli przed śmiercią – jedli, pili, spali. Jako że dodatkowo słucham muzyki Jacka Kaczmarskiego – tytuł przyszedł sam.

Jakie trudności napotkałeś podczas procesu twórczego?
Przede wszystkim – technika pisania. „Pompeję” napisałem bez żadnych map paragrafów, co przysporzyło pewnych problemów. Teraz jednak wiem, że przy tworzeniu gry książkowej potrzebne jest więcej planowania, nie pisania na gorąco.

Jak oceniasz końcowy rezultat i reakcję czytelników?
Trudno mi oceniać własną pracę, ale zdaje się, że wyszło nieźle. Reakcje czytelników na chwilę obecną są pozytywne, i bardzo mnie to cieszy – to świetne uczucie, kiedy czytam od obcej osoby, że bierze się za moje dzieło po raz trzeci. Myślę, że gdyby „Pompeja” się nie spodobała, nikt nie przechodziłby jej więcej niż raz. Czekam na wszelkie opinie – i dobre, i złe – bo to te złe pomagają się poprawić i polepszyć przy następnych pracach.

Wspomniałeś kiedyś, że „Pompeja” to dopiero początek. Planujesz kolejne gry książkowe osadzone w realiach Wielkiej Wojny? A może weźmiesz na warsztat inny okres historyczny?
Mam kilka projektów. Ten, nad którym teraz pracuję, będzie pod względem liczby paragrafów prawdopodobnie dłuższy od „Pompeji”, ale niekoniecznie czasowo. Tym razem ograniczony jest realnymi wydarzeniami, dlatego staram się dać graczowi więcej opcji rozwoju pojedynczych fragmentów – ze względu na umiejscowienie akcji muszą pojawić się punkty spajające poszczególne rozdziały. Chciałbym, żeby możliwości „opowiedzenia” swojej postaci było tyle, żeby każdy mógł wczuć się w postać na podstawie rozmów i zachowań.

Jak myślisz, czy gry książkowe mogą być w szerszym zakresie wykorzystywane do promowania historii wśród młodzieży?
Myślę, że to dobry pomysł, możliwość wcielenia się w uczestnika wydarzeń jest bardziej kusząca niż śledzenie ciągle tych samych linijek tekstu. Być może udałoby się to osiągnąć poprzez serię gier rozgrywających się w konkretnych miejscach i czasie – tak żeby młodzież mieszkająca w danym mieście mogła nie tylko czytać, ale również podążać szlakiem rozgrywanej akcji.

Co myślisz o kondycji gier książkowych w Polsce?
Myślę, że jest dobra jak na dzisiejsze czasy. Grono pasjonatów jest oddane i zgrane, a to najważniejsze. Liczę, że w przyszłości paragrafówki wejdą na półki z napisem „top ten tygodnia”, ale do tego jeszcze długa droga.

Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć naszym Czytelnikom?
Chciałbym powiedzieć, żebyście poznawali historię swojego regionu – nie tylko tę pierwszo- i drugo- wojenną, ale i dalszą – jeżeli poszperacie w Internecie czy książkach dostatecznie długo, na pewno znajdziecie temat, który was zainspiruje i wciągnie.

Dziękuję za poświęcony czas!

Z Wojciechem Kowalczykiem wywiad przeprowadził Beniamin Muszyński.

Możliwość komentowania jest wyłączona.