Archiwa tagu: Beniamin Muszyński

SZKLANA TWARZ POD LUPĄ

W szóstym numerze literackiego zinu Kofeina ukazała się analiza książki Szklana Twarz Beniamina Muszyńskiego wydanej przez Wydawnictwo Wielokrotnego Wyboru.

Publicystka dokonuje ogólnej analizy gamebooków na podstawie dzieła naszego pisarza.
Zachęcamy do lektury!

http://kofeina-zin.pl/ (tekst znajduje się na stronach 82-86)

Streszczenie artykułu.

PREMIERA: ZAGINIONY

Noc w pełni, słońce nie wzejdzie jeszcze przez kilka godzin, wiatr złowróżbnie huczy za oknem, groteskowe cienie kryjące się w dziwnych kątach redakcyjnych pomieszczeń uśmiechają się upiornie… O tak, Zaginiony jest gotowy do publikacji.
Nadeszła premiera kolejnej wybitnej pozycji pióra Beniamina Tytusa Muszyńskiego. W tym miesiącu chcemy Was zabrać w świat bluźnierczych mitów i ohydnej prawdy dotyczącej plugawych bogów i ludzkiej natury.

Z przyjemnością informujemy, że Zaginiony jest największym interaktywnym horrorem wydanym w Polsce. Dotychczas w polskiej literaturze nie pojawiło się dzieło tego typu napisane z podobnym rozmachem.

EDIT:
W dniu premiery do godziny 12:00 na naszej stronie była opublikowana wersja Zaginionego z błędem uniemożliwiającym w pewnej ścieżce fabularnej ukończenia powieści. Serdecznie dziękujemy naszemu czytelnikowi za zwrócenie uwagi na usterkę, za którą przepraszamy. Obecna wersja jest jej pozbawiona.
Czytelników, którzy ściągnęli książkę przed południem, upraszamy o pobranie wersji poprawionej.

DOM NA WZGÓRZU (+18)

DOM NA WZGÓRZU

Opowieść mknęła wśród łąk pełnych rozkwitłych, wiosennych kwiatów. Jej intensywna woń wypełniała chłodne, rześkie powietrze. Była wszędzie, tak jak i opowieść. A jednak nie trwała wiecznie, kwiaty gasły jeden po drugim, a słońce grzało coraz silniej, zaś opowieść wylegiwała się w jego jasnych promieniach, myśląc o sobie. Potem skryła się przed deszczami i chłodem pod wielkim głazem. Wyszła stamtąd dopiero, gdy szary kamień pokrył biały puch. Uciekała przed zimnem długo, wytrwale, aż wpadła do małej chaty i skuliła się na piecu obok wielkiego, białego kota w ciemne plamki. Kot spojrzał na nią i skinął głową. Chciano jej tutaj. Opowieści wskoczyła zatem pod kołderkę i położyła się przy małym chłopcu. Śpiący brzdąc rozdziawił usta, a ona wskoczyła w nie cała. To był jej dom, chłopiec, przez wiele lat. W tym czasie patrzyła jak jego ciało rośnie, a umysł poznaje świat. I litery. W wieku dziesięciu lat, gdy dom nauczył się biegle czytać i pisać, a zima nie zmuszała go do pracy przy polu, opowieść pokazała siebie domowi. Potem znikła. A chłopiec, spocony i dziwnie otępiały, usiadł przy biurku o świcie, chwycił za ołówek stolarski ojca, otworzył niezgrabnie kajet i zaczął pisać…

Trzy miłości

Przed wieloma laty stał na zielonym wzgórzu wielki, drewniany dom. Był bardzo stary, a mimo to nadal służył dobrze mieszkającym w nim ludziom. A oni byli szczęśliwi przez szereg długi lat. Jedenaście lat. Mama, tata i córka. Rodzina. Nikt ich nie znał. Nikt nie chodził do domu na wzgórzu. Nikt się go nie bał. Nikt nie bał się ludzi w nim żyjącym. Nikt nie chciał ich poznać. Nikogo nigdy nie poznali dobrze. Nikt nikogo nigdy niebezpiecznie nie napastował. Nie. Nie i nie. Nigdy nie był cichy, ten dom. Zawsze było w nim pełno śmiechu. Był daleko od innych domów. Stał samotnie. Wielu ludzi, wszyscy ludzie, byli czymś zajęci. Nie mieli czasu dla rodziny wiecznie zajętej przez życie. Przeżycie i życie to bracia, którzy boją się objąć i wstydzą się tego, gdy muszą być blisko siebie. Dlatego spuszczają oczy i milcząc, myślą o sobie. Ludzie myśleli o mieszkańcach; mamie, tacie i córce. Mama myślała o tacie. Tata myślał o mamie. Córka myślała o mamie i tacie. Mama i tata myśleli o córce. Córka myślała o mieszkańcach. Mama i tata nie myśleli o mieszkańcach, malowali obrazy, których nienawidziła ich córeczka. A dziewczynka myślała dla siebie i nic nie mówiła.

Rodzice byli artystami, malowali i śmiali się i kochali, swój, świat. Dziewczynka kochała rodziców, lubiła też ich świat. Ale od urodzenia mieszkała w domu na wzgórzu i wolała zostać tutaj, niż codziennie iść tam. Bawiła się od rana do świtu, jeśli rodzicie nie pozwalali jej zasnąć. A ona przecież lubiła spać. Często pracowała przy domu, myła wielkie, czarne podłogi, patrząc, jak cudownie lśniły w blasku słońca. Ścierała kurze, pucowała zastawę. Wiele rzeczy robiła sama i szybko nauczyła się tego, że jej praca jest tutaj całkiem sama i nigdy nie będzie miała towarzyszki zabaw. Praca mamy i taty bawiły się tylko ze sobą, dziewczynka ich nie lubiła. Tak jak nie chciała malować, grać na skrzypkach kupionych przez tatę, flecie od mamy i harfie w holu. Kiedy rodzicie chcieli żeby rozwijała w sobie wielki talent, ona brała ściereczkę i sprzątała dom. Tylko wtedy rodzicie się nie uśmiechali.

Pieniądze za dziwne obrazy mamy i taty starczały na życie w luksusie, tak zawsze mówiła mama. Dziewczynka jej wierzyła, chociaż nie znała wartości tych pieniędzy. Wszystko co znała to dom, wzgórze i rodzice oraz dziewczynka z dalekiego sąsiedztwa, którą widziała bardzo rzadko. Byli wolnymi ludźmi, to było Wielkie Prawo tego domu. Dziewczyna często myślała, że wolność może być inna, taka jak inne wolności: mama w kuchni, tata w pracy. Ale nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Ich wolność była nie udomowiona, dzika. I chyba umierała, bo często trzeba było ją karmić sobą, pokazywać jej, że jest się wolnym człowiekiem a ona źródłem tej wolności. Dlatego w upale, letnie dni wszyscy chodzili bez ubrań, biegali po trawie, krzycząc i śmiejąc się. Mama i tata często zapraszali ją do sypialni, stawiali mały krzesełko w kącie i prosili, żeby patrzyła na nich, gdy nadzy leżą na sobie i okazują sobie miłość. Kiedyś spytała ich, czy i ona mogłaby okazać miłość. Speszyli się. Zrobili to raz, tylko wtedy: byli zakłopotani. To przez pytanie dziewczynki, ale bardzo szybko zaczęli wstydzić się tylko tego, że się zakłopotali. Mama wstała i powiedziała: Zrzuć ubranko i chodź tutaj. Jesteś wolna. Dziewczynka wstała z krzesełka i poszła sprzątać dom. Później nie przychodziła patrzyć już na miłość mamy i taty. Wolała myśleć o własnej miłości do nich.

Dziewczynka długo płakała w ukryciu. Miała rację, chociaż nie mogła o tym nikomu powiedzieć. Mama i tata kochali się, miłości mamy to miłość taty. Ona kochała ich. Wszyscy się kochali, były trzy miłości! Tata mama. Ona tatę i mamę. Rodzina siebie. W zimny, jesienny dzień poszła nad strumyk i zabrała stamtąd duży, płaski kamyk. Położyła go w piwnicy i pocałowała. To był grób Trzeciej Miłości. Wiedziała, że w grobie nie ma ciała, bo już dawno musiało gdzieś zgnić. Teraz zostały dwie miłości. Siostry. Mama i tata nadal byli w świecie, który kochali. Dziewczynka sprzątała dom i chodziła po wzgórzu. To był jej świat. Rodzicie nie chcieli tu być, ona nie chciała być u nich. Oni i ona. Wiedziała, że jej świat jest silniejszy, żeby go niszczyć musieliby podpalić dom. Często się tego bała. Bardzo się bała. Dlatego postanowiła pierwsza zaatakować. Położyła ulubiony obraz rodziców na ziemi i nasiusiała na niego. Zawołała ich. Byli wściekli, ona się śmiała. Udało się. Nie pogładzili jej po głowie, chwaląc za wolność, dostała lanie. Potem mama spytała dlaczego tak się stało. Dziewczynka powiedziała, że ich wolności jest taka duża, że dla niej prawie nie ma już miejsca. Mama rozpłakała się.

Po nasikaniu na obraz, przez kilka miesięcy mama sprzątała z córką cały dom. Śmiały się, a dziewczyna musiała pokazywać mamie czym najlepiej czyści się podłogę, jak dobrze umyć szyby i dlaczego trzeba często wszystko sprzątać. Tata w tym czasie malował. Ale tylko to, co widział za oknem – malował świat dziewczynki. Mama i tata nie wchodzili już do swojego świata. Cała trójka żyła w wolności i miłości domu na wzgórzu, w krainie dziewczynki. Była bardzo szczęśliwa. Ona i oni. Znowu. Dziewczynka dopiero po roku zrozumiała, że jej woda nie smakuje kwiatom. One mogły rosnąć tylko na swojej ziemi, pijąc swoja wodę i wystawiać nagie ciała na swoje słońce. Mama i tata więdli, umierali z miłości. Dziewczynka chciała żeby ją kochali i żyli razem z nią w rzeczywistości. Oni nienawidzili rzeczywistości i kochali dziewczynkę. Oni i ona. Razem. Dziewczynka ciągle słyszała, że miłości to najpotężniejsza siła. Zaczęła modlić się do miłości. Prosiła ją o to, żeby jej rodzina była razem w jednym świecie, już nie ważne, czy w świecie dziewczynki, czy rodziców. Wtedy zachorowała.

Mama leżała obok taty, tata leżał obok mamy, dziewczynka leżała z nimi. Cała trójka pociła się pod wielką pierzyną. Nagie, mokre ciała. Puste oczy. Wszyscy byli chorzy. Wielka choroba zapędziła ich do jednego łóżka. Teraz to był ich świat. Dziewczynkę bardzo bolała głowa i kości, płakała. Przytulała ją mama, a tata obejmował ich, albo wychodził i wrzeszcząc z bólu, schodził po coś do jedzenia i picia. W środku zimy byli razem w jednym świecie, a płacząca dziewczynka połykała łzy bardzo cicho, dziękując w modlitwie Wielkiej Miłości za spełnienie marzenia o rodzinie. Pewnego dnia tatuś nie wrócił już z kuchni. W całym domu było bardzo zimno, nawet pod kołderką. Mama śpiewała jej różne piosenki i opowiadała o tym, co będzie jak wyzdrowieją. Mają dużo pieniędzy, sprzedają jeszcze kilka obrazów i będę mieli jeszcze więcej. Wtedy zasadzą na wzgórzu winnicę, sprowadzą ludzi i będą sprzedawać pyszne wina. Dawno temu poprzedni właściciel też tak robił. Tata będzie nadzorował ludzi, mama sprzątać dom, a dziewczynka pójdzie do szkoły. Będziemy normalną rodziną, kochanie. Dziewczynka pokręciła noskiem i powiedziała słabym głosikiem: Fajnie…. Kochana mama. Kochany tata. Sen zapukał. Dziewczyna otworzyła. Na dole ktoś też zapukał, ale nikt mu nie otworzył. Ktoś był wytrwały, zapukał jeszcze raz. Dziewczynka otworzyła oczy. Ktoś otworzył drzwi. Dziewczynka wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Ktoś wszedł do domu. Dziewczynka stanęła u szczytu schodów. Ktoś patrzył na nią z dołu. Naga dziewczynka upadła na podłogę, a ubrany przybysz wbiegł po schodach. To był zły człowiek, który uratował dziewczynkę…

Zły człowiek

Zły człowiek przybył do domu na wzgórzu w zimowy wieczór. Dwa dni wcześniej tatuś nie wrócił z kuchni, dzień później mama nie wstała z łóżka. Zły człowiek zaniósł mamę i tatę na strych i powiedział, że w zimie ziemia jest za twarda żeby kopać, a do piwnicy ich nie wsadzi, bo zepsują jedzenie. To wszystko dziewczyna usłyszała dopiero tydzień później, kiedy mogła już wstawać z łóżka. Do tego czasu leżała sobie cicho, a zły człowiek przynosił jej jedzenie i mył wilgotną ścierką. Przez trzy tygodnie dziewczynka wracała do zdrowia pod opieką złego człowieka, który karmił ją, mył i delikatnie przenosił do innego łóżka, gdy musiał zmienić pościel. Lubiła go. On lubił ją. Jednak ten wędrowca był złym człowiekiem: uratował jej życie. Dziewczyna zastanawiała się, czy Wielka Miłość ukarze go za to co zrobił. Ukarała. W pierwszych dniach wiosny spadł ze schodów i skręcił kark. Dziewczynka myślała też o tym, czy jest winna. W końcu chciała dołączyć do świata wolności stworzonego przez Wielką Miłości dla mamy taty i jej. To zły człowiek w tym przeszkodził. Czy spotka ją kara, tak jak jego? A może sama ma się ukarać? Ale co to by była za kara. Nie. Dziewczynka musiała czekać na karę od Wielkiej Miłości. Tymczasem wyszła na zewnątrz i zabrała ze schowka łopatę. Musiała wykopać grób dla złego człowieka…

Praca zajęła jej dwa dni. Na kopcu ziemi położyła torbę podróżną złego człowieka i jego kapelusz. Przez kilka dni próbowała wejść na strych, jednak zawsze w połowie drogi czuła na udach ciepły strumyk moczu i zawracała. Przez jedenaście lat swojego życia nigdy nie bała się rodziców tak jak teraz, a przecież tak bardzo chciała ich zobaczyć. To pewnie kara Wielkiej Miłości – pomyślała sobie smutno…

Minęły trzy dni od pochowania złego człowieka, a do domu przybył kolejny gość. Była nim koleżanka z sąsiedztwa, którą dziewczynka widywała bardzo rzadko. Koleżanka była starsza od dziewczynki o trzy lata i zawsze chodziła z włosami związanymi w dwa kucyki. Dziewczynka opowiedziała jej o tym, jak zachorowała, o złym człowieku, o rodzicach na strychu, o wszystkim. Koleżanka pogładziła ją po głowie, ucałowała w policzek i powiedziała, że zamieszka z nią i razem będą sprzątały dom. A jesienią pójdą do rodziców dziewczynki i przeniosą ich gdzie indziej. Dziewczyna zgodziła się i radośnie krzyknęła. Koleżanka przytuliła ją jeszcze raz i powiedziała, że wszystko będzie dobrze, a ona też nie ma rodziców. Mama umarła jej już bardzo dawno, a tatusia zabiła siekierą. Dziewczynka zdziwiła się trochę, ale koleżanka wytłumaczyła jej, że ona też modliła się do Wielkiej Miłości, żeby tatuś przestał traktować ją jak mamę. Chociaż teraz naprawdę była już mamą. Miłość pokazała jej we śnie składzik z drewnem. Koleżanka poszła tam rano i wbiła tatusiowi siekierę w plecy. Wielka miłość jest naprawdę dobra, spełnia wszystkie życzenia – pomyślała dziewczynka…

Koleżanka okazała się bardzo silna, wiedziała też dużo o jedzeniu. Powiedziała, że jedzenie z puszek i sprowadzanie wszystkiego z miasteczka jest głupie i drogie. A ogródek przy domu jest zaniedbany, a w ogóle to rodzicie dziewczynki nie byli dobrymi gospodarzami. Przez dwa dni obie myślały, jak zacząć gospodarować, gdy do domu przybył trzeci gość. Miał w rękach zakrwawioną siekierę i był bardzo zdenerwowany. Zabrał wrzeszcząca koleżankę na górę, potem wrócił, cały upaćkany krwią i podszedł do dziewczynki. Powiedział, że jego córka powiedziała mu o sytuacji dziewczynki, a on chce jej pomóc. Zabił pan moją koleżankę. – powiedziała smutno dziewczynka – To chyba kolejna kara Wielkiej Miłości. Mężczyzna powiedział, że na miłość przyjdzie jeszcze czas, gdy dziewczynka podrośnie, a teraz on zamieszka tutaj jako jej nowy tatuś. Dziewczynka pomodliła się szybciutko w główce do Wielkiej Miłości, prosząc ją, żeby ten pan natychmiast umarł. Ale on nadal stał i patrzył na nią groźnie. A więc Wielka Miłość go tu przysłała, inaczej spełniłaby przecież prośbę dziewczynki. Mężczyzna pogłaskał po twarzy nową córeczkę, brudząc ją krwią i kazał iść pobawić się gdzieś i wrócić wieczorem, a on w tym czasie posprząta. Dziewczynka odwróciła się i ruszyła w stronę strumyka. Było jej bardzo smutno i nagle pomyślała sobie o świecie rodziców. Może im też było kiedyś tak smutno, dlatego woleli ciągle być wolni w swojej wolności i nie chcieli wolności dziewczynki i jej świata domu na wzgórzu?

Wieczorem zmęczony i bardzo blady mężczyzna nakarmił dziewczynkę i pokazał jej trzy kopce. W pierwszym zakopana była jej koleżanka, w drugim leżała mama, a w trzecim tata. Powiedział jej, że codziennie powinna przynosić kamyki ze strumienia i sypać je na ziemię, żeby groby lepiej wyglądały. Potem poprosił, żeby dziewczynka umyła mu plecy. Miał tam krwawą ranę. Powiedział, że jeden cios siekiery to za mało żeby go zabić, ale dziewczynka widziała, że był bardzo blady i trząsł się jak tatuś, kiedy poszedł do kuchni i nie wrócił. Powiedziała mu o tym, a on pogłaskał ja po głowie i powiedział, że skurwysyny tak kończą. Położył się w łóżku mamy i taty i poprosił dziewczynkę, żeby usiadła obok niego. Potem zaczął mówić.

Opowiedział jej mnóstwo historii o życiu; jaką wartość mają pieniądze, jak ich używać co powinna zasiać i jak to hodować. Mówił przez wiele godzin, ucząc ją, jak ma tu żyć żeby nie umarła z głodu, powiedział, jak ma ukrywać przed ludźmi to, że jest sierotą oraz na co ma uważać. Dziewczyna słuchała go z zapartym tchem, kiwając ze zrozumieniem głową. A więc dlatego Wielka Miłość go nie zabiła! Ktoś musiał jej o tym wszystkim opowiedzieć, teraz wszystko rozumie. Dziękuję panu – powiedziała, a on przytulił ją i zaczął głośno płakać…

Rano mężczyzna leżał w łóżku i stygł. Dziewczynka siedziała w kącie z podkurczonymi kolankami i masowała brzuszek. Gasnące życie bardzo go osłabiło wczorajszej nocy, ale miał jeszcze dosyć siły, żeby mocno ją trzymać i powoli pokazać jej to, czego doświadczyłaby gdyby kiedyś przyłączyła się do mamy i taty w okazywaniu miłości. Wstała, ale natychmiast znów usiadła, za bardzo ją bolało. Nie mogła się ruszyć. Czuła, jakby do środka ktoś włożył jej spory, oślizgły kamyk, który, mimo że gładki, ranił ją, gdy tylko próbowała się poruszyć. W południe wydawało się jej, że kamyk jest już tak duży, że wypełnia cały jej brzuszek i zahacza o żebra. Siedziała na podłodze i czuła, że całe nóżki ma we krwi. Pocieszała się tym, że to na pewno przejdzie. Mężczyzna powiedział jej bardzo dużo o tym, jak przeżyć, więc nie mogła umrzeć, od tego co jej zrobił. Pomyślała o rodzicach. Czy oni naprawdę też by tak to zrobili? Może tylko by ją głaskali, tak jak zaczął to robić mężczyzna zanim zadał jej ból. Bolało. Tak bardzo ją bolało. Pomyślała sobie, że to wszystko jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego Wielka Miłość jej nie pomogła? Nagle dziewczyna spróbowała wstać. Miała tego dość, nie chciała ciągle prosić o coś Wielką Miłość. Pochowała już kiedyś jedną miłość, kamyk na pewno do tej pory leży w piwnicy. Miłość może umrzeć. Ale człowiek żyje, dopóki ciągle się rusza. Dziewczyna wstała i wrzeszcząc dziko z bólu, zaczęła iść. Jeśli się przewróci, to umrze, wygra Wielka Miłość. Odwołuje swoją modlitwę Miłościo! – krzyknęła. Nie chciała już być z mamą i tatą, chce zostać tutaj, w domu na wzgórzu, swoim domu, swojej wolności, swoim świecie. Była tylko małą dziewczynką, ale chciała żyć, biegać, śmiać się, płakać, krzyczeć. Nie chce kochać, nie chce miłości, modlitwy do niej ciągle kogoś uśmiercały. Dziewczynka stanęła niemal na progu domu i spojrzała w dół. Na drewnianą podłogę wciąż kapały kropelki krwi. Umrze. Zaczęła płakać. Nadstawiła rękę i poczekała, aż spadnie na nią kilka kropel. Dotknęła je językiem. Słodkie. Słodka śmierć, pomyślała radośnie i zaśpiewała co je przyszło na myśl:

Mała dziewczyna
Stoi sobie na progu
Kapie z niej krew
Słodka jak cukierek
W brzuszku miała za dużo
Wsadził to jej pan
I byli jednym ciałem
Przez trochę
A potem
On umarł
A ona
Umiera

Dziewczynka spojrzała na pełną kwiatów łąkę i zaczęła biec przed siebie, czując jak straszny ból w brzuszku nagle gdzieś znikł. I zdziwiła się, że leży na ziemi w pachnących kwiatach i nagle znów ją boli. Słonko świeciło jej w oczy, więc je zamknęła. I umarła.

Czarny dym
Chłopczyk skończył pisać i popatrzył na kota leżącego na piecu. Pomyślał sobie o swojej mamie, zgarbionej od pracy w polu, pomarszczonej jak niezadbana skóra po zdjęciu z krowy. Pomyślał też o tacie strugającym wielki kawał pnia na dyszel. Napisał jeszcze w kajecie i wrzucił go do pieca. Historia nie siedziała już w głowie chłopca, czekała wśród szczap drewna, aż ktoś podłoży pod nią ogień. Wtedy odda go szybko wszystkim kawałkom umarłych drzew wokół siebie i razem zamienią się w dym. Ich ciała spopielą się, grzejąc prawdziwą rodzinę w izbie. Ci ludzie przetrwają do wiosny, a ich potomkowie będą patrzeć na swoje dzieci z miłością…

Dym uleciał nad chatę i spojrzał na śpiący wszędzie wokół śnieg. Uśmiechnął się swoim czarnym obliczem i znikł rozdmuchany przez wiatr…

Beniamin Muszyński
Maj 2010

<— poprzednia strona || następna strona —>


SPIS TREŚCI

Podoba się? Wersję PDF możesz ściągnąć zupełnie za darmo!

Szklana Twarz

WYDAWNICTWO WIELOKROTNEGO WYBORU

PREZENTUJE:


W pierwszym numerze naszego zinu przedstawiamy niezwykłą grę książkową. Szklana twarz, dzieło autorstwa Beniamina Muszyńskiego, uznanego już twórcę w środowisku polskich gamebooków. Warto wspomnieć, iż jest to pierwsza pozycja Wydawnictwa Wielokrotnego Wyboru. Została profesjonalnie wydana w formie e-booka, który został dołączony w całości, zupełnie za darmo, do niniejszego magazynu.


W Szklanej twarzy wcielamy się w bohatera zwanego Cieniem, którego piętno przeszłości zostało odciśnięte na twarzy – jak czytamy w prologu – w postaci licznych symboli i liczb bestialsko wypalonych na skórze, które tworzą jakiś niezrozumiały (…) układ. Nic nie wiemy o przeszłości Cienia, kim jest, skąd pochodzi i w końcu, co oznaczają tajemnicze znaki na jego twarzy, skrywanej za maską z zielonego szkła. Akcja powieści rozgrywa się w alternatywnym świecie osadzonym w realiach średniowiecza. To ponura wizja upadłego miasta, gdzieś na rubieżach królestwa zdominowanego przez wszechmocną kastę kapłanów. Początek historii naszego bohatera spowija mgła tajemnicy. Bohater pozbawiony tożsamości nie zabiega o jej odzyskanie czując, iż przeszłość skrywa mroczne tajemnice, od których już raz musiał się w jakiś sposób uwolnić. Jednak nie tak łatwo oswobodzić się z okowów przeszłości, splot wydarzeń po raz kolejny skieruje go na dawny szlak. Przygoda rozpoczyna się niewinne. Do miejsca pobytu Cienia – Megiddo – przybywają dwaj nieznani wędrowcy, których miecze są zdobione pewnymi, znajomymi symbolami…


Szklana twarz korzysta z spopularyzowanego przez samego twórcę systemu informacji. Na czym on polega? W pewnych etapach gry dostajemy do zapisania określone numery, które możemy wykorzystać w innych paragrafach. Dokładniej mówiąc, wykorzystuje się je podobnie jak przedmiot, wpisujemy do „ekwipunku”, a w stosownym paragrafie możemy ich użyć. Poza tym należy wspomnieć, iż w grze nie uświadczymy systemu współczynników, rzucania kością na testy podczas walki. Innymi słowy gra oferuje nam minimum mechaniki, maksimum treści. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie jesteśmy skupieni na kolejnym obliczaniu testów, trafień itp. – tylko możemy w całości skoncentrować się na prezentowanej przez autora historii.


Książka podzielona jest na 6 rozdziałów, gdzie każdy stanowi odrębne miejsce pobytu naszego bohatera. Mamy do zwiedzenia różne tereny (wieś, miasto, jego peryferia, etc). Co ciekawsze, do rozdziałów nie trafiamy jeden po drugim, tylko według naszych decyzji.


Skoro mowa o wpływaniu czytelnika na przebieg fabuły, należy nadmienić, że powieść oferuje nam szeroką swobodę, przy której czujemy konsekwencje naszych poczynań. Nie zabrakło też wielu alternatywnych zakończeń, które są tak skonstruowane, że nie ma jednego słusznego, a każde jest wynikiem wykonywanych przez nas wyborów.


Szklana twarz jest profesjonalnym produktem, oferującym długą rozgrywkę i niebanalną fabułę. Gra liczy ponad 180 stron i zawiera wiele różnych ścieżek fabularnych. Dzięki wielkości i swobodzie możemy śmiało przeczytać powieść wiele razy na różne sposoby.


Xellos

____________________________________________________________________

KILKA SŁÓW OD AUTORA


Szklana Twarz to do tej pory mój największy projekt. Zrealizowałem go z tej samej przyczyny, co pozostałe gry. Chcę wypełnić pewną lukę, czy też raczej sporą wyrwę, na którą natrafiłem niedługo po tym, jak zagłębiłem się w arkana paragrafowego świata. W moim mniemaniu jest to deficyt gier nastawionych przede wszystkim na literacki aspekt całego gatunku. W niemal każdym napotkanym tytule trafiałem na różnego rodzaju statystki opierające się na mniej lub bardziej zaawansowanej „mechanice”. Wiele z nich dostarczyło mi rzecz jasna wiele rozrywki, jednak mimo wszystko czułem, że czegoś mi w tym brakuje. Już od pierwszego projektu starałem się w maksymalnym stopniu upodabniać rozgrywkę do opowiadania, na którego przebieg czytelnik-gracz ma realny wpływ.


Wiązało się to z zerwaniem nie tylko z systemem statystyk, rzutów kośćmi czy testów, ale i z samym założeniem, iż gra posiada pewien określony cel. Mam na myśli z góry założony „główny” koniec (pozytywny bądź negatywny). Postanowiłem tworzyć różne, często wykluczające się wzajemnie drogi prowadzące do równorzędnych w stosunku do siebie zakończeń. Natomiast całość dzieliłem na pewne zamknięte fragmenty, czyli rozdziały. Począwszy do drugiego projektu wprowadziłem system zdobywania informacji oznaczonych konkretnymi numerami. Przypomina to klasyczne zdobywanie przedmiotów, znane z innych pozycji, z tą jednak różnicą, iż przedmiot umożliwia „przejście dalej”, natomiast informacja definiuje „co będzie dalej”. Dzięki temu gra zbliża się w stronę opowiadania, którego formę naśladuje w stopniu o wiele większym, niż schemat znany z komputerowych ekranów czy też kart podręczników RPG.


Sama Szklana twarz to rozbudowana historia, do której zapraszam gracza. Stawiam go na początku i niejako proszę: opowiedz sobie to wszystko na swój sposób. Grę pisałem przez przeszło pół roku, poświęcając na to głównie większą lub mniejsza część każdej soboty (chociaż w końcowej fazie zdarzało mi się pracować równie intensywnie w trakcie tygodnia). Nie chcę dublować treści zawartych w recenzji, na zakończenie dodam tylko, że w stosunku do całości bardziej od znanego hasła „od zera do bohatera” pasuje stwierdzenie: „Człowiek jest kowalem własnego losu, jednak w tej pracy ograniczają go narzędzia zgromadzone w kuźni”.


B. T.  Muszyński


<— poprzednia strona ||następna strona —>

Szklana twarz jest profesjonalnym produktem, oferującym długą rozgrywkę i niebanalną fabułę. Gra liczy ponad 180 stron i zawiera wiele różnych ścieżek fabularnych. Dzięki wielkości i swobodzie możemy śmiało przeczytać powieść wiele razy na różne sposoby.

SPIS TREŚCI

Podoba się? Wersję PDF możesz ściągnąć zupełnie za darmo!