OLIVE GREEN

Rosnąca ostatnimi czasy w mym sercu radość wywołana coraz ciekawszą formą i treścią coraz częściej powstających filmów interaktywnych wydaje się być jak najbardziej na miejscu. Oto bowiem miałem okazję przetestowania Olive Green – produkcji opisywanej przez jej dystrybutora, specjalizującą się w kursach językowych polską (!) firmę SuperMemo World jako przełomowe połączenie interaktywnego filmu, gry komputerowej i aplikacji służącej do nauki języka angielskiego. Ekstatyczny ton, jakim wydawca zachwala swój produkt, wydaje się znajdywać potwierdzenie w nominacji projektu do nagrody E-Learning AWARDS 2014. Przekonajmy się, jak to wszystko wypada w praktyce.

pict1Już na pierwszy rzut oka w istocie do czynienia mamy z tworem co najmniej niepospolitym. Cena, jaką płacimy za fizyczny egzemplarz kursu bądź stały lub czasowy dostęp do jego cyfrowej wersji, pokrywa wszak nie tylko interaktywny film, ale i całość zbudowanego wokół niego edukacyjnego zestawu. Obejmuje on bogaty zasób ćwiczeń wraz z zaimplementowanym równolegle mechanizmem powtórkowym (algorytm, na którym go oparto, stanowi główny atut autorskiego, nagradzanego mechanizmu SuperMemo) oraz zawierający 25 tysięcy haseł słownik. Dzięki uprzejmości wydawcy, mieliśmy okazję nacieszyć się bezpłatnym miesięcznym dostępem do internetowej wersji kursu. Moją ocenę należy przy tym traktować jako odnoszącą się przede wszystkim do filmu. Nie chcę tym samym przekazać, że nie poświęciłem w ogóle uwagi jego edukacyjnej otoczce – zaznaczam wyłącznie, że nie uważając się za osobę kompetentną do profesjonalnej oceny aspektów stricte edukacyjnych, odsyłam osoby bliżej zainteresowane tą stroną produktu do innych źródeł.

Tytułowa Olive Green to fikcyjna tożsamość, jaką główna bohaterka filmu (w tej roli Charlotte Beckett) zostaje zmuszona przybrać na potrzeby swego ostatniego zlecenia. Zlecenia, zaznaczmy od razu, nie byle jakiego: „Olive” para się profesjonalnym kradzeniem dzieł sztuki. Po nieprzyjemnych przejściach w przestępczym fachu postanawia w końcu przejść na emeryturę.  Jej plany krzyżuje telefon od tajemniczego zleceniodawcy który zdobywszy osobiste dane bohaterki trzyma ją w szachu. Nieznajomy wysyła złodziejkę na pozornie nietrudną misję wykradnięcia cennego obrazu z rezydencji pewnego biznesmena. Zadanie, jak to w świecie filmów sensacyjnych bywa, szybko się komplikuje, wplątując Olive w sieć złowrogich intryg. Całe szczęście, u boku bohaterki stanie szereg sojuszników, jak obdarzony nienagannym brytyjskim akcentem, dobroduszny policjant z prowincji David Owen (Danny Mahoney) bądź nie zawsze moralny (i nie zawsze będący sojusznikiem), lecz nieodmiennie wzbudzający mą sympatię ekscentryczny mechanik samochodowy Alfie (Dan Avery).

Film podzielony został na sześćdziesiąt fragmentów, z których każdy trwa około trzech minut. Format ten pozwala na zagospodarowanie przerw w seansie na wykonanie ćwiczeń, opartych na scenariuszu filmu (do tego tematu jeszcze wrócimy). W prawie każdym odcinku pojawia się przy tym element interaktywny. Dzielą się one na trzy rodzaje: zgadywanki sprawdzające uwagę przy śledzeniu fabuły, krótkie wyzwania zręcznościowe powiązane z dynamicznymi wydarzeniami na ekranie oraz tradycyjne, wpływające na fabułę decyzje na modłę gier paragrafowych. O tych z pierwszej i drugiej kategorii wystarczy powiedzieć, że z powodzeniem spełniają swe zadanie, angażując widza i zwiększając zróżnicowanie filmowego doświadczenia. Interaktywności z naszej perspektywy najistotniejszej poświęcę już o kilka słów więcej.

Decyzje, jakie przyjdzie nam podjąć w Olive Green, na plus na tle innych interaktywnych filmów wyróżnia przede wszystkim fakt, że dotyczą one różnych postaci – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Rozgrywka zakończy się zatem niepowodzeniem również w wypadku, gdy doprowadzimy do porażki szwarccharaktera. Największa natomiast wada tego interaktywnego elementu to fakt, że konsekwencje żadnej z decyzji nie wykraczają poza oglądaną aktualnie scenę – a nieraz nawet już w jej trakcie obie alternatywne ścieżki doprowadzają do jednakowych rezultatów (bądź też jedna prowadzi do natychmiastowej porażki). Gdy odkryłem ten fakt po podjęciu wyboru o – wydawałoby się – niemałym znaczeniu, prysła część czaru, poczucia realnego wpływu na kształt fabuły i związanej z nim odpowiedzialności. Z drugiej strony, twórców usprawiedliwiają dwa fakty. Po pierwsze, mimo wszystko część alternatyw pozostaje interesująca w swych odmiennych charakterach (szczególnie w wypadku niektórych nacechowanych emocjonalnie dialogów). Po drugie, przyjęta forma narzuciła twórcom ograniczenia.

Olive Green to w końcu przede wszystkim kurs językowy. Wraz z rozwojem akcji stopniowo rośnie ilość używanego w dialogach słownictwa oraz bogactwo pojawiających się w nich form gramatycznych. Tym samym oglądając film i wykonując uzupełniające go ćwiczenia, uczymy się angielskiego na pięciu kolejnych poziomach zaawansowania w skali Rady Europy (od A1 – Beginner do C1 – Advanced). Jestem pełen podziwu dla scenarzysty Wojciecha Wojtasiaka, któremu pomimo narzuconych ściśle ram językowych, szczególnie ciasnych na najniższych poziomach anglojęzycznego wtajemniczenia, udało się napisać dialogi, które nie dość, że mają sens, to jeszcze stanowią oś napędową wcale niezgorszego filmu. W świetle imponującej skali projektu, nietrudno mi przymknąć oko na pozostawiającą nieco do życzenia warstwę interaktywną.

Szczególnie, że film ogląda się naprawdę dobrze! Bardzo sceptycznie podchodziłem do reklamujących go haseł, spodziewając się, że traktowany samodzielnie nie prezentowałoby sobą większej wartości. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy po opieszale rozpędzających akcję początkach fabuła faktycznie nielicho mnie wciągnęła. O ile wątek miłosny – na modłę kina sensacyjnego stanowiący bardziej urozmaicenie fabuły, niż główne danie – należy traktować z przymrużeniem oka, tak już główna intryga z czasem staje się naprawdę interesująca, zabarwiona całym szeregiem tajemnic i spisków.

Uznanie budzi także techniczna warstwa Olive Green. Na każdym szczeblu produkcja prezentuje się po prostu profesjonalnie. Poczynając od schludnej, przejrzystej strony internetowej projektu, poprzez grę aktorską, zdjęcia, oświetlenie, aż po oprawę muzyczną czy efekty specjalne: wszystko przypominało mi o fakcie, że dla filmu interaktywnego na dobre rozpoczęła się nowa era. Choć wśród obsady na próżno szukać sławnych nazwisk, to obserwując grę aktorską częściej, niż bólu zębów doświadczałem przyjemnego zaskoczenia. Szczególnie do gustu przypadł mi Toby Eddington, godnie ogrywający rolę wzorcowego drania kina sensacyjnego. Częściowo spełniły się również obietnice efektownych scen akcji – choć bijatyki i strzelaniny prezentują się zgoła standardowo, ogląda się je bez zażenowania. Ogółem rzecz biorąc, jeśli chodzi o wykonanie filmu, choć żaden z elementów nie zapadł mi specjalnie w pamięć, to wszystkie wzięte razem pozwalają (szczególnie w ostatniej godzinie) zapomnieć, że do czynienia mamy jedynie z częścią kursu językowego.

Na koniec wspomnieć należy o skądinąd najważniejszej (choć dla bieżącego tekstu z wyjaśnionych już powodów drugorzędnej) części Olive Green: ćwiczeniach językowych. Jak i cała reszta projektu, utrzymane są na profesjonalnym poziomie, zarówno od strony merytorycznej, jak i technicznej. Wszystkie wypowiedzi odczytywane są przez lektora, a nawigacja jest prosta i instynktowna: używanie klawiatury konieczne jest dość rzadko, przez co łatwiej było mi skupić uwagę na samej nauce. Spodobał mi się również mechanizm oceny, która pozostawiona zostaje w rękach użytkownika – daje to poczucie realnej kontroli nad przebiegiem nauki. Każde wykonane przez siebie zadanie oceniamy na trzystopniowej skali: „nie umiem”, „prawie”, „umiem”. Wedle naszej noty, wspomniany algorytm przygotowuje dla nas materiał powtórkowy, który po upływie określonej liczby dni sam upomni się o wykonanie. Postęp prac obserwować możemy na opisującym go kalendarzu. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że ćwiczenia są w pełni zintegrowane z treścią filmu. Zadania typu „prawda czy fałsz” obok zdolności językowych sprawdzają naszą uwagę w śledzeniu fabuły, a zadania z zakresu gramatyki nieraz kreatywnie rozwijają historię, oferując w ramach tekstów, na których pracujemy, dodatkowe informacje o bohaterach.

Olive Green to dla mnie z jednej strony duże zaskoczenie, z drugiej – powód do radości z faktu, w jakim kierunku zmierza film interaktywny oraz niecierpliwego oczekiwania, czym jeszcze zaskoczy naszą redakcję w nadchodzących latach. Produkt jest nie tylko kursem językowym – w mych laickich oczach godnym każdej złotówki, jaką życzy sobie za niego dystrybutor – ale i wartościowym pełnometrażowym filmem interaktywnym, oferującym rozrywkę na wysokim poziomie. Z jednej strony, ograniczenia przyjętej formy nie pozwoliły twórcom rozwinąć pewnych elementów projektu tak mocno, jak wielbiciel nieliniowych oblicz kultury mógłby sobie tego życzyć. Z drugiej jednak najbardziej imponujący element tego unikalnego, odważnego projektu stanowi dla mnie fakt, że pomimo owych utrudnień twórcom udało się nadać mu wysoką jakość, tworząc jeden z najbardziej wartościowych filmów interaktywnych, z jakimi do tej pory się zetknąłem.

Michał Leon Ślużyński

Tytuł: Olive Green
Reżyseria: Suki Singh
Scenariusz: Wojciech Wojtasiak
Rok premiery: 2014
Ocena: 8+/10
Strona projektu: www.olivegreenthemovie.com

3 odpowiedzi na „OLIVE GREEN

  1. Pingback: OLIVE GREEN- RECENZJA | Masz Wybór

  2. Seriously Mike pisze:

    KRADNIĘCIEM. Serio?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *