ZAGINIONY LEGION

Niniejszy artykuł pierwotnie ukazał się w kwietniu 2011 roku w trzecim numerze magazynu Masz Wybór.

Podobało Ci się bycie rycerzem Jedi? Czas na odmianę. Rzucaj szatę i miecz świetlny, wskakuj w pancerz, chwytaj za blaster i ruszaj do boju za Republikę!

Zaginiony Legion od początku budził we mnie obawy. Kierowanie lZaginiony_legionosami rycerza Jedi, jak smarkaty by on nie był, wydawało mi się dalece bardziej interesujące niż wcielanie się w jednego z wielu identycznych przedstawicieli mięsa armatniego. Autor najwyraźniej wyszedł z podobnego założenia, bo na krótko po rozpoczęciu lektury w ramach urozmaicenia zostaje nam przydzielona jedna z czterech różnych specjalizacji – możemy zostać zwiadowcą, saperem, medykiem bądź dowódcą.

Gra nie daje nam bezpośredniej możliwości wyboru profesji. Zamiast tego musimy rozwiązać krótki test, związany z preferowanymi przez nas taktykami bojowymi i podliczyć otrzymane punkty, na podstawie czego specjalny program przydzieli nam specjalizację (czyt. zostaniemy odesłani na odpowiednią stronę). System ten co prawda koliduje nieco z realiami Sagi, ale plus za pomysłowość. Problem w tym, że nie trzeba być geniuszem, aby obliczyć, iż w teście można zdobyć od pięciu do dwudziestu punktów. Odsyłacze z kolei obejmują zakres 4 – 16. Skomentowawszy ten karygodny błąd minutą ciszy, przejdźmy do samych specjalizacji.

Scenariusz dla każdej z nich jest inny, a ich paragrafy (czy w tym przypadku strony) nie spotykają się ze sobą. Na upartego można by więc powiedzieć, że Zaginiony Legion to cztery gry w jednej – zaskakujący pomysł, zwłaszcza jak na tak cienką książeczkę. Wszystkie człony łączy jednak ta sama fabuła, choć poznawana z innej perspektywy. Obraca się ona wokół tytułowego zaginionego legionu. Pięć tysięcy klonów, przebywających na planecie Ando Prime, nagle znikło bez śladu. Jako jeden z członków ekspedycji ratunkowej masz za zadanie wyruszyć na mroźny glob i wyjaśnić tajemnicę. Jeśli historia wydaje Wam się intrygująca, to pozwólcie mi wyprowadzić Was z błędu – jest nudna. Rozwiązanie zagadki zaginięcia armii jest mało pomysłowe, co gorsza musimy „poznawać je” cztery razy. Nie pomaga w tym fakt, że autor, rozszczepiając grę, musiał też ograniczyć jej rozbudowanie do minimum. Decyzje w większości przypadków albo kierują jedyną słuszną ścieżkę dalej, albo prowadzą do przedwczesnego zakończenia. Napis „koniec” widzimy nawet wtedy, kiedy nasz wybór nie prowadził do jednoznacznej porażki, lecz po prostu ze względu na ograniczoną objętość książki autor jest zmuszony (przez siebie samego…) uciąć alternatywną gałąź fabularną. Zamiast dość rozbudowanej gry, jak w wypadku Ścieżki Jedi, w Zaginionym Legionie otrzymujemy cztery, tyle że maksymalnie okrojone.

Styl, jakim napisano grę, nie zachwyca, ale też nie wywołuje mdłości. Wyjątkiem są momenty, gdy autor raczy nas nadmiarem onomatopei. Bum! Bum! Bum! Jeździec strzela w waszym kierunku – śmiać się czy płakać? Do tego dochodzi (być może to wina tłumacza) wykorzystywanie zwrotów, które do świata Gwiezdnych Wojen pasują jak pięść do nosa. Klon zastanawiający się nad piętą achillesową przeciwnika to jeden z przykładów.

Gwóźdź do trumny stanowi szereg mniejszych wpadek. Polskie tłumaczenie ma całkiem sporo gramatycznych potworków czy podwójnych przerw między słowami. Co gorsza, pojawia się nawet błędny odsyłacz (na str. 100 druga opcja powinna kierować na str. 77, a nie 73).

Zaginiony Legion miał szansę być kolejną dobrą grą z serii Wybierz Swoje Przeznaczenie. Niestety, ciekawy pomysł spotkał się z bardzo słabym wykonaniem. Dwadzieścia złotych, jakie za książkę życzy sobie wydawca, lepiej przeznaczyć na Ścieżkę Jedi bądź jedną z wielu innych, wartych swej ceny gier.

Michał Leon Ślużyński

Ocena: 4/10
Tytuł: Zaginiony Legion
Autor: Tracey West
Seria: Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów – Wybierz swoje przeznaczenie
Wydawnictwo: Hachette Polska
Rok wydania: 2009

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *